Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura - nature - natur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura - nature - natur. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

drobiażdżki


takie tam marne drobiażdżki, robione na szybko ... bo okazało się, że szefowa w obecnej firmie, od której zależy nasze "To be, or not to be" miała okrągłe urodzinki.
a że to szefowa więc nie mogło być nic poufałego ... i tak biedząc się cały dzień ... powstała brosza z pandorek ręcznie tkanych (koraliki kryształowe, blady róż, fioleto-wrzos i ciemny fiolet)
a do nie-kompletu, aniołkowa  zakładka do książki.
niestety fotki robiłam wieczorem, sami wiecie jak to bywa ze światłem ;)





troszkę z innej beczki ;)
na moim parapecie zagościła chyba wiosna,
prymulki kupione w tamtym roku (te same które pokazywałam w październiku), po rozdzieleniu na mniejsze kępy i zadomowieniu się w nowych doniczkach, postanowiły pokazać się światu ;)
czerwone, a właściwie bardziej ceglaste już w pełnym uśmiechu, żółte dopiero nieśmiało wyciągają pączki...
och, nie mogę się doczekać kiedy matka natura wreszcie przywdzieje wiosenną kieckę ...

Serdecznie dziękuję za odwiedziny
i pozostawione słówko ;)

niedziela, 26 października 2014

pożegnanie? ... powitanie? ....


sami zdecydujcie ;)
bo moim prymulkom całkiem się poplątało ;)
ponoć kwitną tylko na wiosnę, a tu proszę ... zaczęło się niewinnie od jednego pączka, a teraz mały wysyp, a jeszcze dwa maluszki czekają na swą kolej ;)
nie wiem czy żegnają ciepłą jesień a witają szarugę, ale to miło z ich strony że zakwitły,
bo gdy wstaje rano do pracy ... wchodzę do kuchni ... a tam na parapecie małe słoneczka ... od razy dzień staje się przyjemniejszy ;))))

Serdecznie dziękuję za odwiedziny i pozostawione słówko ;)

wtorek, 7 października 2014

ostatnia nuta jesieni


w weekend z współlokatorką byłyśmy na spacerku. dziś już wiem że to były ostatnie pogodne, jesienne dni. niestety hamburg wrócił do swej normalnej aury - czyli wilgotno, mży lub pada, standardowa wilgotność powietrza to 70% - 80% i więcej ;( można się przyzwyczaić pod warunkiem że ktoś nie przywiązuje wagi do misternej fryzury, bo wtedy zużycie lakieru może doprowadzić do bankructwa ;)))
ale wróćmy do spacerku, by zrobić fotki widoczne obok wystarczyło przejść od domu jakieś piętnaście minut ;) uważni dopatrzą się owiec i kaczek. o ile kaczuchy mogą nie dziwić, to owce w centrum miasta raczej nie należą do codzienności ;) to jedna ze specyficznych cech tego miasta: z jednej strony szklane, ogromne konstrukcje wybudowane tuż przy kolosalnych, zasiedziałych budowlach ceglanych, a z drugiej całe połacie zabudowane domkami z ogrodami a między nimi np. stadnina koni. taki groch z kapustą tu panuje. każda dzielnica jest jakby oddzielnym miasteczkiem. może to i urokliwe ;) problem jeżeli chce się coś załatwić parę dzielnic dalej, podróże pochłaniają masę czasu.

znów zboczyłam z tematu spacerowego ;) przyniosłyśmy całą torbę kasztanów, a że na robienie ludzików raczej jesteśmy za stare ;) trzeba było zrobić im jakiś pojemnik. tak powstała patera z wikliny papierowej, niesymetryczna (bo dla mnie symetria jest trochę nudna), podmalowana na biało, nie za duża nie za mała, w owalu 24 x 28 cm, ale dzielnie pomieściła wszystkie dobroci jesieni. a że trochę elektryczności przy tworzeniu było, bo na początku nie mogłam się dogadać z papierowymi badylami (to moja pierwsza misa i raptem drugi wyrób z wikliny papierowej), a potem wielka radość kiedy się udało, to dla odprowadzenia nadmiaru wrażeń zafundowałam sobie palemkę na głowie ;))))
bez obaw, na co dzień wyglądam normalnie ;))))
dość tego pisania, to chyba najdłuższy post w historii tego bloga ;)))))

Serdecznie pozdrawiam, dziękuję za odwiedziny i pozostawione słówko ;)